Widzisz wypowiedzi znalezione dla słów: gazety wyborczej 8221 w poznaniu

A gdzie byl wtedy Kaczynski

Rekordowa kradzież urzędnicza RadioZET/PAP 2004-05-06 (07:23)

(RadioZet)
Nawet 7 milionów złotych mogła w ciągu pięciu lat ukraść urzędniczka poznańskiego urzędu skarbowego – pisze „Gazeta Wyborcza”. „Mamy do czynienia z największą kradzieżą dokonaną przez urzędnika” – mówią prokuratorzy.

Jak to możliwe, że szeregowa pracownica urzędu skarbowego bezkarnie okradała skarb państwa przez tyle lat? - pyta „GW”. Pomógł jej w tym błąd w programie komputerowym, który zwracał podatnikom nadpłacony podatek.

Po zatrzymaniu Grażyny G. w lutym tego roku nieśmiało mówiono, że urzędniczka mogła ukraść kilkaset tysięcy, tyle bowiem odzyskano.

Fakty jednak przerosły te szacunki. „Doliczyliśmy się na razie około 5 mln zł strat. Ale kwota może sięgnąć 7 mln” – mówi Krzysztof Urbańczak, prokurator prowadzący sprawę.

Grazynce dal bym jeszcze z 25 milionow i zrobil szefem skarbowki.
Pozostalych do pierdla i by bylo sprawiedliwie podnisol podatki do 60%.

 » 

Wojna koreańska

[ciach]

Witam,
Fereby, czy moglys podac jakies zrodla / materialy nt. owej
prowokacji? Nie slyszalem o tym az do dzis i chetnie
zaznajomilbym sie z tym faktem. Z gory dzieki !!!


Jest z tym spory problem, opowiadano kiedyś o tym bardzo rozlegle w jednym z
programów historycznych na TVP kilka lat temu, pisano też chyba w Gazecie
Wyborczej. Szkopuł w tym, że nie za bardzo się wtedy interesowałem tym aspektem
wojny koreańskiej. Spróbuję przejrzeć wszelkie książki jakie mam o działalności
UB w latach 1950-53, ale nie wiem czy mi się uda.

Może spróbuj skontaktować się z Instytutem Pamięci Narodowej
http://www.ipn.gov.pl/

Na ich stronach:
http://www.ipn.gov.pl/wp_przeglad_150403.html
znalazłem też następującą informację:

Proces stalinowskiego sędziego
Tamto państwo trzeba było umacniać – uzasadnia swoją działalność stalinowski
sędzia wojskowy, którego proces przed warszawskim Sądem Garnizonowym dobiega
końca. W przyszły piątek prokurator i obrońca wygłoszą końcowe mowy.

W grudniu 1950 r. sędzia Tadeusza N. skazał Mariana D. na 6 lat więzienia za

interesom państwa. Mariana D. miał bowiem stwierdzić, że "w polskich gazetach
piszą kłamstwa, jakoby Amerykanie rozpętali wojnę w Korei, jednak powszechnie
wiadomo, iż sprowokowali ją koreańscy komuniści". Marian D. wypowiadał się
również "wrogo" o ZSRR i marszałku Rokossowskim oraz Manifeście PKWN.

Pułkownik Tadeusz N. ma 89 lat. Przed wojną ukończył prawo na uniwersytecie w
Poznaniu. Od 1946 r. był sędzią wojskowym. Ukoronowaniem jego kariery była
nominacja na sędziego Sądu Najwyższego w Izbie Wojskowej. W stan spoczynku
przeszedł w 1972 r.

(„Stalinowski sędzia skazywał, by "umacniać państwo"”, Rzeczpospolita
12/13.04.2003 r.)

 --
Fereby

Wojna koreańska




[ciach]

| Witam,
| Fereby, czy moglys podac jakies zrodla / materialy nt. owej
| prowokacji? Nie slyszalem o tym az do dzis i chetnie
| zaznajomilbym sie z tym faktem. Z gory dzieki !!!

Jest z tym spory problem, opowiadano kiedyś o tym bardzo rozlegle w jednym
z
programów historycznych na TVP kilka lat temu, pisano też chyba w Gazecie
Wyborczej. Szkopuł w tym, że nie za bardzo się wtedy interesowałem tym
aspektem
wojny koreańskiej. Spróbuję przejrzeć wszelkie książki jakie mam o
działalności
UB w latach 1950-53, ale nie wiem czy mi się uda.

Może spróbuj skontaktować się z Instytutem Pamięci Narodowej
http://www.ipn.gov.pl/

Na ich stronach:
http://www.ipn.gov.pl/wp_przeglad_150403.html
znalazłem też następującą informację:

Proces stalinowskiego sędziego
Tamto państwo trzeba było umacniać – uzasadnia swoją działalność
stalinowski
sędzia wojskowy, którego proces przed warszawskim Sądem Garnizonowym
dobiega
końca. W przyszły piątek prokurator i obrońca wygłoszą końcowe mowy.

W grudniu 1950 r. sędzia Tadeusza N. skazał Mariana D. na 6 lat więzienia
za

interesom państwa. Mariana D. miał bowiem stwierdzić, że "w polskich
gazetach
piszą kłamstwa, jakoby Amerykanie rozpętali wojnę w Korei, jednak
powszechnie
wiadomo, iż sprowokowali ją koreańscy komuniści". Marian D. wypowiadał się
również "wrogo" o ZSRR i marszałku Rokossowskim oraz Manifeście PKWN.

Pułkownik Tadeusz N. ma 89 lat. Przed wojną ukończył prawo na
uniwersytecie w
Poznaniu. Od 1946 r. był sędzią wojskowym. Ukoronowaniem jego kariery była
nominacja na sędziego Sądu Najwyższego w Izbie Wojskowej. W stan spoczynku
przeszedł w 1972 r.

(„Stalinowski sędzia skazywał, by "umacniać państwo"”,
Rzeczpospolita
12/13.04.2003 r.)

 --
Fereby

--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl


Za moich czasow bylo juz lepiej. Bedac przez miesiac gosciem wiezienia na
ul. Montelupich w Krakowie spotkalem dziadka co dostal dwa lata za
wywieszenie w 1968r czarnej flagi na 22 Lipca. Nieco pozniej w tym roku, juz
jako podsadny w Centralnym Wiezieniu w Lodzi, spotkalem faceta ktory w owym
feralnym 1953r mial sie rzekomo szkolic w polskiej dywizji kadrowej na
wyjazd do Korei. A wiec Polska miala dac danine krwi w tym kraju. Cale
szczescie ze sie bez tego obeszlo.

fatso

Nasze prawa to nasza wspólna sprawa.

Nie zostawiajmy przeciwstawiania się homofobii tylko „odpowiedzialnym”
organizacjom. Połączmy nasze wysiłki, aby ci, którzy godzą w naszą godność i
łamią nasze prawa nie pozostawali bezkarni. Społeczność homoseksualna może w
tej sprawie coś zrobić.

Maj. Marsz Tolerancji - Kraków. W gazecie wyborczej czytamy: "Czy radni LPR,
którzy wzięli udział w demonstracji przeciw Marszowi Tolerancji, staną przed
sądem? Doniesienie do prokuratury zapowiedziała Kampania Przeciw Homofobii. -
Zobaczyłam faszyzm - dodaje Katarzyna Kądziela, przedstawicielka pełnomocnika
rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn"

Czerwiec. Parada Równości nie odbyła się 1 maja ze względu na "zagrożenie
terrorystyczne". Decyzją organizatora Szymona Niemca, prezesa
Międzynarodowego Stowarzyszenia na rzecz Kultury Gejów i Lesbijek w Polsce,
miała przejść 11 czerwca Traktem Królewskim przed Sejm. Miała, ale dzięki
działaniom Młodzieży Wszechpolskiej (wniosek o demonstracje w tym samym
miejscu i czasie), radnych Pis, LPR i prezydentowi Warszawy Lechowi
Kaczyńskiemu nie przeszła. Pogwałcono nasze prawo do demonstracji.

Październik. Marsz Równości - Poznań. Poznańscy radni Prawa i Sprawiedliwości
sprzeciwili się organizowaniu Marszu w Poznaniu. "Nie chcę w Poznaniu
manifestacji odmiennych orientacji seksualnych, tj. homoseksualizmu,
pedofilii, nekrofilii czy zoofilii" - powiedział w przewodniczący Rady Miasta
Poznania, radny PiS Przemysław Alexandrowicz. Tuż po rozpoczęciu Marszu jego
uczestnicy zostali zaatakowani przez Młodzież Wszechpolską. "Jaja, cytryny i
wyzwiska poleciały w stronę uczestników poznańskiego Marszu Równości." Marsz
przerwano.

Przed każdą z tych demonstracji Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im.
ks Piotra Skargi wysyłało do skrzynek pocztowych tysięcy Polaków ulotkę z
hasłem "Powiedz nie! promocji homoseksualizmu"

To tylko najbardziej spektakularne działania skierowane w tym roku przeciwko
homoseksualistom. Nie wspomnę o wszystkich spotkaniach i imprezach, na
których pojawili się przedstawiciele Młodzieży Wszechpolskiej ciskając obelgi
i homofobiczne hasła. Nie wypiszę wszystkich homofobicznych wypowiedzi, które
pojawiły się w tym roku w prasie przy różnych okazjach. Pamiętamy o
wszystkich - wystarczy przejrzeć artykuły, które zgromadziłyśmy w naszym

I co z tym robimy? Czy nasze działania są wystarczające, aby tego typu
sytuacje nie powtórzyły się? Czy zorganizowanie kolejnego Marszu jest
najlepszą odpowiedzią na homofobię szerzoną przez PiS, LPR, Młodzież
Wszechpolską i Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. ks Piotra Skargi?

Oni nie powinni zostać bezkarni!

Wypowiedzi takie jak ostatnia radnego PiS Przemysław Alexandrowicza obrażają
mnie osobiście i dyskryminują nas wszystkich. Przyrównywanie homoseksualizmu
do pedofilii, nekrofilii i zoofilii stawia nas na równi z ludźmi, którzy
wykorzystują seksualnie dzieci, zmarłych lub zwierzęta. Szykanuje uczucia i
miłość, jaką darzymy swoich partnerów.

Po wydarzeniach w Poznaniu prosiłam na łamach portalu, w newsletterze i wśród
zaprzyjaźnionych organizacji LGTB o pomoc i przysłanie do nas dokumentu
zawiadomienia o przestępstwie. Tak, o przestępstwie! Skoro codziennie
składane są wnioski w bardziej błahych sprawach (np. nocne hałasy u sąsiada),
to tym bardziej prokuratura powinna zająć się naszą sprawą. Twoją i moją
sprawą.

Wczoraj dotarł do nas dokument przygotowany przez Lambdę Poznań i
Stowarzyszenie Konsola - "Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa z
wnioskiem o ściganie". Gloria! Wyślę go na pewno.

Chciałabym, abyśmy tępili w ten sposób wszystkie podobne wypowiedzi osób
publicznych. Chcę, abyśmy mieli gotowy wzór takiego wniosku i abyśmy wszyscy
przeciwstawili się naszej dyskryminacji, reagując zawiadomieniem o
przestępstwie za każdym razem, kiedy będzie to potrzebne.

I co ważne, abyśmy nie zostawiali tego jednej "odpowiedzialnej" organizacji.
Czy KPH wysłało zapowiadane zawiadomienie do prokuratury po wydarzeniach w
Krakowie? Jakie są poczynania Szymona Niemca po Wiecu Równości? Nie istnieje
w tej sprawie żaden przepływ informacji.

i gejów. Da początek naszym wspólnym działaniom zmierzającym do poprawy
naszego życia. Niech złączy nas wszystkich - organizacje i homoseksualną
społeczność we wspólnym przeciwstawianiu się homofobii.

Absolut6na9
redaktor naczelna portalu Kobiety Kobietom

"Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa z wnioskiem o ściganie" możesz
pobrać ze stron naszego portalu. Co z nim zrobić i jaka jest jego treść -
przeczytasz klikając w poniższy link:
http://kobiety-kobietom.com/queer/art.php?art=1453

 » 

Ciąg dalszy pełeszukowej gehenny

Nadal trwa interesująca dyskusja na łamach poznańskiej Gazety Wyborczej o
przyszłym kształcie poznańskiego city. Po fatalnym projekcie architekta
miejskiego Tadeusza Pełeszuka i polemice W.T.S.K. ukazał się kolejny list Pana
Pełeszuka, w którym nie rezygnuje On ani o piędź ze swoich kosmicznie
nieprzemyślanych pomysłu broniąc projektu dworca czołowego dla Poznania.
Poniżej kolejny list W.T.S.K., przekazany do GW, który prawdopodobnie w wersji
nieco skróconej, ukaże się w poniedziałkowym wydaniu.
Polecamy.

Z dużą radością przyjęliśmy szeroki odzew, jaki wywołała rozpoczęta przez GW
dyskusja o przyszłym wyglądzie poznańskiego city. Z nieukrywanym zażenowaniem
obserwujemy natomiast kolejne wypowiedzi Architekta Miejskiego, Pana Tadeusza
Pełeszuka w tej materii. W swoim liście opublikowanym w Gazecie Wyborczej z
dnia 5 października, wykazał się po raz kolejny całkowitą nieznajomością
tematyki komunikacji publicznej tak w skali międzyregionalnej, jak i
aglomeracyjnej, broniąc do upadłego anachronicznego projektu dworca czołowego
dla Poznania.
W początkowej fazie listu Pan Pełeszuk oświadcza, że nie zamierza likwidować
torów w północnej części centrum, ale jedynie przekształcić je w lekkie
torowiska komunikacji miejskiej.
Nie wiemy jaki jest ewentualne cel takiej zamiany, bo przecież komunikacja
aglomeracyjna ma się z międzyregionalną u z u p e ł n i a ć na tych właśnie
torach. To na tym odcinku torowisk opierają się wszystkie naprawdę śmiałe
pomysły dla poznańskiej komunikacji publicznej, takiej jak lekka kolej
aglomeracyjna, tramper, czy tramwaj hybrydowy. Nie o likwidacji czy zamianie
torowisk trzeba tu mówić, lecz o ewentualnym dodaniu drugiej ich wiązki, tak
aby zwiększyć przepustowość odcinka Poznań Wschód – Poznań Gł. (z podziałem na
ruch aglomeracyjny i dalekobieżny (vide np. Warszawa, Berlin, Bruksela).
Architekt Miejski wspomina też, że estakada (po co?), na którą wymieniłby
obecne nasypy stwarzałaby dobre warunki do przesiadek na autobusy i taksówki.
Bardzo chcielibyśmy się dowiedzieć w czym takim przesiadkom przeszkadza
aktualny układ komunikacyjny? Doskonałe (potencjalnie) i przyszłościowe punkty
integracyjne już istnieją bez konieczności "rewolucyjnych" wyburzeń: Most
Teatralny, Przepadek, Garbary, Zawady i Wschód. Trzeba tylko zainwestować w
nowe przystanki, systemy dojściowe, tabor i przełamać powszechną niemoc
decyzyjną oraz projektową, zwłaszcza ze strony PKP. Będzie to kosztować mniej
niż zaproponowane w projekcie Pana Pełeszuka "wizje", a przyniesie
niepomiernie większe korzyści.
Nie będziemy się odnosić do ustępu z listu Pana Pełeszuka, w którym oświadcza
On, iż "sami przyznajemy, że kolej w centrum miasta stanowi istotną
przeszkodę". Mimo wnikliwej analizy tekstu nie znaleźliśmy takiego
sformułowania. Jeśli jednak torowiska, w niektórych miejscach stanowią przerwę
w tkance urbanistycznej, a jednocześnie jest to lokalnym problemem (vide
Dziura Toruńska), to można temu zaradzić w sposób europejski – poprzez
przykrycie odcinka linii płytą i jej zabudowę.
        Pan Pełeszuk wspomina o sformułowanych przez
anonimowych "specjalistów" planach kolei dużych prędkości, która z jakich
tajemniczych przyczyn nie miałaby możliwości technicznych wjazdu do centrum
Poznania na dworzec główny i powinna przejeżdżać przez peryferia.
Abstrahując od całkowitej „nowatorskości” i dziwaczności tej tezy pragniemy z
całym naciskiem podkreślić, że w całej Europie nie ma praktycznie ani jednego
przypadku omijania centrów dużych miast przez pociągi wielkich prędkości. I
nie istnieją żadne przeciwwskazania techniczne dla takich rozwiązań. Siłą
oferty pociągów dużych prędkości jest właśnie to, że zapewniają one dojazd z
centrum do centrum metropolii w krótkim czasie i bez konieczności dodatkowego
przesiadania. Niemieckie pociągi ICE dowożą podróżnych pod sam Reichstag,
wieżę telewizyjną i ZOO w Berlinie. Podobnie jest we Frankfurcie nad Menem,
Hamburgu, Monachium i wszystkich dużych miastach, do których docierają składy
ICE. W Kolonii pociągi te zatrzymują się prawie przy samej ścianie tamtejszej
katedry. W Brukseli składy TGV i Thalys jeżdżą linią średnicową, przystając na
głównym dworcu Midi/Zuid. Nie inaczej jest we wszystkich innych stolicach i
dużych miastach Europy – Paryżu, Londynie, Madrycie. Wszędzie tam, bez
wyjątku, pociągi klasy TGV/ICE/Thalys/Pendolino/AlfaPendular/X2000 wjeżdżają
do serca miast zapewniając dojazd do city, a także dogodne skomunikowania z
transportem lokalnym i aglomeracyjnym. Nikomu nie przychodzi nawet do głowy
wypchnięcie ich w podmiejskie zarośla. Skończyłoby się to odejściem pasażerów,
spadkiem zysków i zagładą komunikacji szynowej. Od powyższej reguły istnieją
oczywiście nieliczne wyjątki w niektórych miastach średniej wielkości.
Przykładem jest niemieckie Kassel, w którym pociągi ICE zatrzymują się na
mniejszym dworcu przelotowym WilhelmshĂśhe. Dlaczego? Ażeby uniknąć
niedogodnego wjazdu na czołowy dworzec główny Hbf, który proponuje się w
Poznaniu jako pomysł "nowoczesny".
Swoją drogą ciekawe jaką opinię mieliby mieszkańcy Warszawy, gdyby
zaproponować im, zamiast przesiadki na Centralnym, pielgrzymowanie do pociągów
w kierunku np. Berlina i Poznania na położony peryferyjnie dworzec Gdański?
Nawet po otwarciu linii metra...
Kolejnym nadużyciem jest pytanie zadane przez Pana Pełeszuka, o to, jak
wytłumaczyć fakt, że niektóre pociągi z Warszawy do Szczecina omijają dworzec
główny w Poznaniu. Odpowiedzieć na to pytanie można od ręki, bez specjalnego
przygotowania.
Otóż nie są to żadne "pociągi", lecz jeden skład - IC Chrobry, który omija
Poznań obwodnicą i w ogóle się tu nie zatrzymuje, nie może więc być
przedmiotem dyskusji w naszym sporze. Wyrażamy dużą ciekawość jakie byłoby
zainteresowanie podróżnych tym składem, gdyby wyznaczyć mu postój na stacji
Poznań Antoninek lub Kiekrz?
W chwili obecnej rozpoczyna się modernizacja poznańskiego węzła kolejowego.
Dzieję się to głównie za sprawą wsparcia finansowego różnych funduszy Unii
Europejskiej, zwłaszcza Funduszu Spójności. Torowiska w obrębie Poznania
dostosowane zostaną wielkim kosztem do dużych prędkości, umożliwiających
bezproblemowy wjazd na stację Poznań Gł. pociągom dużych prędkości, w tym
potencjalnie niemieckim ICE, które być może zaczną niebawem jeździć z Berlina
do Warszawy. Nie może stać się tak, że pachnąca myszką wizja sprawi, że
wszystkie te wydatki pójdą w błoto, a Poznań zamiast skorzystać z Funduszu
Spójności z resztą Europy, zostanie od niej brutalnie odcięty zardzewiałym ze
starości nożem nieświeżych wizji rodem z PRL.
Kończąc pragniemy stanowczo podkreślić, że po raz kolejny Architekt Miejski
dowiódł nie tylko nieznajomości podstaw organizowania komunikacji publicznej,
ale także wyraził swoją iście modernistyczną postawę, przejawiającą się tym,
że usiłuje on przystosować ludzi do rozwiązań urbanistycznych, a nie
odwrotnie. Smutne, iż osoby prawdopodobnie nie mające codziennej styczności z
tramwajami i koleją (nie mówiąc już o wiedzy fachowej) starają się decydować o
tym, jak taka komunikacja ma wyglądać na długie lata w przyszłość.

z poważaniem

Witold Stasiewski
Kamil Hajdukiewicz

[pr]Słów kilka o "Przewozach Regionalnych"


źródło:"Wolna Droga"

Z wielkim zainteresowaniem słuchałem wypowiedzi przedstawiciela „Kolei
Mazowieckich”, który chwalił się tym, iż jego pociągi na trasie z Warszawy do
Gdańska mają 110% obłożenia. Jest to na pewno duży sukces tych kolei. Ale czy
na pewno PKP, bo ona też ma tam udziały. Czy o to chodzi pasażerom?
Od kilku tygodni słucham rozmów różnych podróżnych, którzy korzystali z tych
usług i cóż, nie były to słowa pochwały, narzekali, że musieli stać w
pociągu, nie mogli kupić biletu na ten pociąg w Gdyni, czyli generalnie
okazało się, że kolej jest złym przewoźnikiem. Tak, kolej, czyli PKP, a
nie „Koleje Mazowieckie”!


Ludzie na autobusy i scisk w kursach  z Zakopanego do Krakowa tez
narzekaja a z roku na rok wiecej. Narzekac ZAWSZE mozna i przesiasc sie
do IC tez. KM nie obiecywalo komfortu obiecalo cene.

Można dużo złego pisać o spółce „Przewozy Regionalne”, niemniej jednak musimy
pamiętać, że praktycznie wszystkie wywalczone pieniądze podczas strajku
głodowego zostały wpompowane w „Koleje Mazowieckie”. Tak więc „Koleje
Mazowieckie” zabierają najlepsze połączenia „Przewozom Regionalnym” i mają
zyski przynajmniej na papierze i jest się czym chwalić pokazując, jak to
państwowe koleje są bee. Bo te pieniądze, które miały być dla nich, płyną do
innych przewoźników.


Koleje Mazowieckie to nie wrog PKP PR tylko partner. Przez 5 lat jakos
zmian w MZPR nie zauwazylem. A KM ile maja miesiecy i jakos DA SIE.
Ja sie nie dziwie samorzadom ze nie chca dawac pieniedzy bez wplywu na
to jak wyglada przewoznik. Przciez twor KM to akt desparacji samorzadu.

W kolejce stoją już następne województwa, które chcą utworzyć kolejne spółki
samorządowe. Są wśród nich Podkarpackie, Wielkopolskie, Opolskie, a na pewno
szykują się i inni.


Bo to dziala. Samorzad wreszcie ma wplyw gdzie i co jezdzi.
Przez szereg lat MZPR NIE DALO sie zrobic tego co KM zrobila w ostatnich
6 miesiacach.

Wśród wielu zarzutów, jakie są stawiane „PKP Przewozy Regionalne”, znajdujemy
wysokie koszty, które musi ponosić samorząd wojewódzki z połączenia lokalne.
Aby obniżyć koszty w KM po prostu nie przejęto wszystkich pracowników
z „Przewozów Regionalnych” i spółka już na starcie miała zysk. Szkoda, że
nikogo nie obchodzi los tych kolejarzy, którzy pozostali w „Przewozach
Regionalnych”.


Ilu pracownikow przejeto z MZPR i jak tio sie ma do pracy przewozowej.
Bo ja sadze ze nie jest jak mowisz. Po drugie jesli jest za duzo
pracownikow nalezy zmienic im zawod. Po co PRowi tylu pracownikow biurowych.

W „Gazecie Wyborczej” 11 lipca br. przeczytałem artykuł pt.; „Podkarpackie
uniezależnia się od PKP”. Z tekstu tego dowiedziałem się, że znaczna część
pieniędzy tegoż sejmiku idzie na utrzymanie administracji w Warszawie, a
kolej nie umie wyliczyć, ile kosztują tak naprawdę połączenia na Podkarpaciu.


Bo nie potrafi. Jesli do kazdego pociagu w podkarpackim doliczane sa
koszta utrzymania zbednych pracownikow w Warszawie to wychodza
chorendalne sumy.

Wróćmy jednak do mającej powstać spółki na Podkarpaciu. Otóż samorząd ma
wejść z minimalnym wkładem 50 tys. zł, ma zakupić kilka autobusów szynowych,
które według ich wyliczeń obniżą koszty przewozów o 60%.


Realne

Otóż, szanowni czytelnicy, ostatnio miałem okazje jechać autobusem szynowym
po linii kolejowej, która miała być już zamknięta, lecz tylko dzięki
zdecydowanemu oporowi związkowców z NSZZ „Solidarność” nadal po niej kursują
pociągi, tj. z Kościerzyny do Gdyni. Byłem wprost zdumiony, gdy chciałem
wsiąść do tego autobusu na przystanku Gołubie Kaszubskie i z trudem znalazłem
miejsce siedzące. Natomiast od stacji Babi Dół pasażerowie musieli się
ugniatać jak za dawnych czasów w miejskich autobusach (podróż trwa około 1,5
godz.). Już z tego przykładu łatwo zauważyć, że ten nasz marketing niewiele
ma wspólnego z tym prawdziwym.


No pewno lepiej puscic Gagara z 5 BIPami. Jesli polaczenie jest
zatloczone i przynosi zysk to pojawia sie srodki na inwestycje i kupuje
sie koljny szynobus. W wypadku Gagara sa straty i polaczenie jest
likwidowane.

A teraz znów przenieśmy się na południe. Otóż w ramach oszczędności
kierownictwo PZPR w Rzeszowie w miejsce EZT uruchomiło od 1 lipca autobus
szynowy na trasie Tarnów - Rzeszów, który jest 60% tańszy w eksploatacji.
Niestety, już w pierwszym dniu nastąpiła awaria, ponieważ najprawdopodobniej
zadziałały urządzenia przeciążeniowe, na dodatek nie wszyscy pasażerowie
mogli się do niego zmieścić i znaczna część pasażerów została na peronach,
gdyż zabrakło miejsc nawet tych stojących.


Demagogia na dodatek zwiazkowa. Pasazerowie nei zmiescilis ie do pociagu
  heheh.

Na szczęście po kilku dniach życie wróciło do normy i znów pasażerowie mogą
jeździć w trochę lepszych warunkach po prostu przywrócono EZT.


W lepszych ?! Poparzenia od ogrzewania czy zawianie i przeziebienie do
szczelnych okien ?

Jeżeli w ten sposób będziemy dbać o nasz wizerunek, to nie ma co marzyć o
zwiększeniu liczby przewożonych pasażerów, o zwiększeniu liczby pociągów.


Przewozy w wezle warszawskim wzrosly. Tam gdzie sa autobusy szynowe
alternatywa bylo zamkniecie lini przez twoj ukochany PR.

Zachłysnęliśmy się autobusami szynowymi tak, jak kilka lat temu zachodnimi
sklepami, tylko nikt nie korzysta z doświadczeń naszych sąsiadów, znów
wyważamy otwarte drzwi.


Wszyscy sasiedzi maja autobusy szynowe. potoki wzrosna kupi sie
ezt lub szt

Autobusy szynowe są uruchamiane na liniach gdzie nie ma trakcji elektrycznej,
aby umożliwić pasażerom dotarcie do głównych ciągów komunikacyjnych tak, aby
zdążyli na połączenia z pociągami dalekobieżnymi, umożliwiając im
równocześnie przemieszczanie się we własnym regionie.


Tiaaa ale do tego sluza zespoly trakcyjne autobusy szynowe lacza miasta
o malych potokach i kursowac maja poza wezlami.

Tam, gdzie jest trakcja elektryczna, jeżdżą małe pociągi elektryczne, tzw.
tramwaje, które mogą w razie potrzeby ciągnąć dodatkowo wagonik.
Właściwie diagnoza została już postawiona.


I dlatego powstal EN81 czyli autobus szynowy na prad.

Kluczową sprawą dla przewozów regionalnych i międzywojewódzkich są pieniądze,
a ich wysupłanie jest po stronie rządu, który musi jasno określić długoletnią
strategię rozwoju kolei i musi chcieć mieć ją w Polsce bez tego nic się nie
zmieni.


Rzadu yto samorzad ma wiedziec kogo i gdzie chce wozic. Kladac pieniadze
kupuje usluge. I bynajmniej nie chodzi o pociag 4:23 dowoacy kolejarzy
dopracy.

Jednak i same „Przewozy Regionalne” muszą szukać klienta. Może warto
podpatrzeć to, co jest dobre w „Kolejach Mazowieckich”, SKM czy „Intercity”
tak, aby stawać się coraz bardziej mobilnym przewoźnikiem.


PR w obecnej postaci nie maja racji bytu. Jako udzialowiec w spolkach
samorzadowych owszem. PR moze zostawic ruch miedzywojewodzki na poziomie
pospieszych tanich pociagow jak slawny Sloneczny (na boga to PR juz
dawnopowinno uruchomic taki pociag podobnie jak tanie pociagi do
Poznania, Krakowa czy Lodzi). A tu marazm.

Od kilku lat mówimy o dobrym rozkładzie jazdy (w tym obowiązującym już brakło
miejsca na poprawki, a wiele pociągów wróciło do pierwotnego czasu jazdy).
Trzeba go wreszcie opracować uzgodnić z samorządami, jeszcze lepiej z
pasażerami. Mam nadzieje, że akcja układania rozkład jazdy z nami przyniesie,
może małe, ale wymierne korzyści dla pasażera.


Z nami czyli z kim ?

Następna sprawa to bilety. Jeżeli w dużych aglomeracjach udaje się na jednym
bilecie jeździć autobusem, tramwajem i pociągiem, to dlaczego nie może być na
kolei jednego biletu, zwłaszcza, że jeszcze na wszystkich wagonach jest napis
PKP.


Na pojadach KM nie ma :) a powaznie pociagi aglomeracyjne powinny miec
wspolny bilet z komunikacja miejska.

Koniecznie trzeba pamiętać też o niepełnosprawnych. Zgodnie z prawem UE każdy
z nich nie powinien napotykać na bariery w poruszaniu się, a każdy
remontowany obiekt winien być przystosowany tak, aby umożliwić im samodzielne
poruszanie się.


Ale to juz wkestia PLK

Sądzę, że uda się wspólnie z nowym rządem wypracować taką strategię dla PKP,
że będzie ona się rozwijać z pożytkiem dla naszego kraju i nas, kolejarzy,
czego trzeba sobie życzyć właśnie teraz w okresie rocznicy Strajku
Sierpniowego i podpisania słynnych już „Porozumień”, aby tamte historyczne
już postulaty nie były martwe.
Adam Dyląg


Zwiazkowiec zapomniales dopisac



1

Polacy i Patrioci, uważajcie na hallucynacje:

W głupich głowach lęgną się głupie pomysły

Na początek Katarzyna Hall przywróciła w izbie pamięci MEN portrety komunistycznych janczarów do walki o budowę „nowego człowieka” oderwanego od wiary, wartości i tradycji ojców . Sam zdejmowałem ze ścian portrety Skrzeszewskiego, Wycecha, Jarosińskiego, Baranowskiego, Bieńkowskiego, Tułodzieckiego, Kuberskiego, Tejchmy, Kruszewskiego, Farona, Gumowskiej, Bednarskiego i Fisiaka. Teraz wiszą one na powrót w ministerialnej „izbie pamięci”. Wiszą tam i inspirują Hallową do kolejnych zbójeckich działań.

MEN chce umieścić w kanonie lektur obowiązkowych książkę, w której dzieci przeprowadzają „casting na zboczeńca”. Mowa o pozycji „Mam prawo! Czyli nieomal wszystko, co powinniście wiedzieć o prawach dziecka, a nie macie kogo zapytać”, autora nie warto wspominać. Zadaniem lektury jest nachalna propaganda antywychowawczego „terroru praw dziecka”, próba zniszczenia świata autorytetów i ustawienie dziecka przeciw rodzicom. Czytając książkę dzieci dowiadują się, że mogą zostać sprzedane, uprowadzone za granicę albo wykorzystane seksualnie.
Ta sama minister Hall wykreśliła z listy lektur m.in. książkę Jana Pawła II „Pamięć i tożsamość”, teraz ktoś każe jej iść jeszcze dalej. I nikt nie protestuje. Kiedy dokonywaliśmy zmian w kanonie lektur, przywracając skarby literatury polskiej, inspirowana była piekielna wrzawa medialna. Głos zabierali „europejczycy” ze wszystkich stron, nie wiedzieć czemu, publicznie wypowiedział się nawet Kazimierz Ujazdowski, a teraz milczy. Czyżby on i jemu podobni nie poczuwali się już do obowiązku?
Skrupulatnie zaplanowany w MEN kurs na bezmyślność stał się zasadą w pracy tego urzędu. Ma on wychowywać nasze dzieci do absolutnej wolności i bezkarności. Ma wyprać umysły i wrażliwość dzieci z jakichkolwiek wartości.

Ci sami ludzie wymyślili też niedawno, że polskie dzieci pójdą do szkoły od szóstego roku życia. Kiedy zapytałem publicznie panią Hall, który poziom kształcenia zamierzają w związku z tym przedłużyć: podstawówkę, gimnazjum, czy szkołę ponadgimnazjalną, pani Hall odparła, że „nie ma planów wydłużania nauki, w żadnej ze szkół”. Oto ilustracja kompetencji wysokich funkcjonariuszy Ministerstwa Edukacji Narodowej. Ta pani nie wie nawet, że w Polsce obowiązuje konstytucyjny obowiązek kształcenia dzieci i młodzieży do 18. roku życia. Ale czego oczekiwać od kogoś, kto po tragicznej śmierci gdańskiej gimnazjalistki molestowanej seksualnie w klasie, mówi: „nie wiem z czego robicie taką aferę, przecież ona powiesiła się w domu, a nie w szkole?”.

Mirosław Orzechowski 0

-
Panie Ministrze, a gdzie są wczorajsi ,,nauczyciele'' ...
... którzy bojowo wrzeszczeli Giertych do wora a wór do jeziora???
~Anna 2008-09-12 22:38
-
Aniu, oni spoglądają na pasek wypłaty i mają hallucynacje, ...
... a ci najaktywniejsi spacerowali nad brzegiem jeziora z nadzieją iż worek z Romkiem się uratował.
~Michaś 2008-09-12 22:44
-
Świetne! :))) Pozdrawiam Patriotów i Przyjaciół
~m 2008-09-12 22:47
-
------
-
Jeśli natomiast dzieci, które i tak uważają, ze maja same ...
... prawa i tylko prawa antagonizuje się z rodzicami uprawiając antypedagogikę, to nie dziwmy się, że za moment strach będzie wychodzić na ulicę.. To wymaga TYLKO ... LOGIKI!!!!
~as 2008-09-12 23:47
-
A ja jako rodzic nie zgadzam się, by moim dzieciom robić ...
... jeszcze większy bałagan w głowach niż mają dzięki coraz popularniejszemu "róbta co chceta" obecnemu w szkole, mediach, muzyce i filmie. Zadaniem tych ostatnich ... jest wykreować modę i uzależnić od niej - kasa murowana. Zadaniem pierwszych zdemoralizować i ogłupić. Jedno z drugim sprawi, ze wyrośnie marionetkowe społeczeństwo, z którym można zrobić wszystko!!!!
~as 2008-09-12 23:55
-
------
-
Naród będzie taki - jakiej młodzieży chowanie. Działania ...
... minister Hall to nie "przypadek" , to realizacja założeń tych, którzy w PRLu organizowali tygodniowe żłobki, aby matki mogły zawodowo się "realizować". Dziecko w ... domu rodzinnym jest najlepiej przysposobione do życia. Cieszyłam się jak ministrem został prawy i szlachetny człowiek: Roman Giertych. Szkoła wtedy miała szanse stać się przyjazną dzieciom.
Zgadzam się z Panem Panie Mirosławie, i wiem, że podobnie myślących Polaków jest naprawdę bardzo wielu.
Serdecznie pozdrawiam
~Zuza 2008-09-13 01:50
-

******************************

U Arturka słychać brzęk mamony oraz iskry lecą:

W Naszym Dzienniku profesor Jaroszyński przenikliwe nicuje tzw. reformę oświaty. Wywodzi, iz ma ona globalistyczny i utylitarystyczny charakter miast narodowego i humanistycznego. Jedną z jej cech jest oderwanie dziecka od rodziny ze wszystkimi tego skutkami. Jednak gwiazda PiS w osobie byłej wiceprezydent Warszawy posłanki Jakubiak orzekła niedawno, że powinna obowiązywać powszechna edukacja od trzeciego roku życia. Czy Radio Toruńskie protestowało? Ależ nie. Ojciec Inwestor liczył kasę załatwioną przez PiS. To jest konkret.

"La Reppublica" jako kolejny tytuł pisze o "polskich obozach koncentracyjnych". Tymczasem Trybunał Konstytucyjny chce znieśc przepis o pomawianiu narodu polskiego o zbrodnie. Oprócz argumentu formalnego (przekroczenie kompetencji poprawkowych Senatu) podnosi sie argument merytoryczny. Brzmi on, że przeciez nie można kogoś karać za pomawianie narodu, skoro ów oskarża konkretne części tego narodu (jak Gross Jedwabian o Jedwabne). To prawda, ale ma sie to nijak do przepisu. Czy znosimy zakaz kradzieży, skoro czasem kogoś oskarża się niewinnie o kradzież? Otóz pomawianiem narodu polskiego nie jest oskarżenie Jedwabian o Jedwabno, ale Polaków o "polskie obozy koncentracyjne". Jednak sędziowie i dziennikarze tego nie rozumieją...

Dziennik opisuje, iż komisja sejmowa odrzuciła sprawozdanie finansowe CBA, bo za mało pieniędzy było wydane... Plan był na 120 milionów, a wydali tylko 90. Skurwysyny, nieprawdaż?

******************************

UPR idzie na wojnę!!!

-
Przypomnijmy pomysły Platformy Obywatelskiej z ostatnich ...
... kilku dni:
A) Wprowadzić obowiązek uzyskiwania koncesyj w 23 zawodach około-medycznych
B) Obowiązkowo rejestrować wszystkie kobiet w ciąży
C) Chemicznie ... kastrować pedofilów

- i przypomnijmy, że poprzednik PO, Kongres Liberalno-Demokratyczny, rozpoczął w 1991 roku swoje rządy w Polsce od wprowadzenia koncesji na handel paliwami – oraz przymusu zapinania pasów w samochodach.
Przypomnijmy wreszcie, że PO nie wprowadziła w życie żadnej liberalizacji, ani żadnej obniżki podatków – a nawet pomysły drobnych uproszczeń grzęzną w sieci biurokratycznej – a dojdziemy do nieuniknionego wniosku:
Platforma Obywatelska nie jest partią konserwatywno-liberalna, ani liberalną - w żadnym sensie tego słowa. Jest już partią niemal faszystowską (nie „narodowo-socjalistyczną&# 8221;, jak NSDAP – tylko „faszystowską” – jak Partito Nazionale Fascista za czasów śp.Benia Mussoliniego (tyle, że pociągi nie jeżdżą punktualnie...). Nie różni się też w istotny sposób od PiS-u.
Jak często piszę: różni się tym, że PiS nie zrobił lustracji, a PO nie robi liberalizacji.
Przyznam, ze przez jakiś czas miałem złudzenie, że PO i PiS już nie do końca przestrzegają Umowy Okrągłego Stołu...
(Umowa, w rzeczywistości zawarta w Magdalence, pomiędzy „różowym” skrzydłem PZPR, a agentami bezpieki w „SOLIDARNOŚCI”. Przewidywała, przypominam, że stosowana ma być zasada „raz rządzimy my – raz wy; niech Polacy myślą, że mają wybór; niezależnie od tego, kto wygra wybory, budujemy euro-socjalizm - a partie Prawicy nigdy nie zostaną dopuszczone do szerszego udziału w życiu publicznym – ani, oczywiście, do władzy”). Łudziłem się – nie chcąc pamiętać, że JE Lech Kaczyński brał udział w obradach w Magdalence, a JE Donald Tusk odegrał ważną rolę w walce z lustracją podczas czerwcowego przejęcia władzy w 1992).

... jednak złudzenia już opadły. PO została wzmocniona przez tych, których kol.Stanisław Michalkiewicz nazywa razwiedką; (przedtem popierali oni SLD, teraz uznali ją za niepotrzebną) i służy do tego, by oszukać (również sympatyków UPR), że jest liberalna. PiS z kolei służy do przekonania wyborców (również sympatyków UPR), że jest konserwatywny. Obydwie mają taki sam pakiet socjalny, by zmarginalizować z kolei Lewicę. Mają za zadanie utrzymanie poparcia większości wyborców, by nadal realizować program z Magdalenki.
Nie mam wątpliwości, że JE Lech Kaczyński podpisze Traktat Reformujący – i obydwie partie zgodnie podpiszą, co każe Bruksela; PO z entuzjazmem (by zgarnąć głosy euro-entuzjastów) a PiS z ociąganiem (by zgarnąć jak najwięcej głosów euro-sceptykow).
Nie mamy wyboru. UPR – jak zauważyli ci, co wchodzą na stronę ( http://www.upr.org.pl/ ) - wstępuje na ścieżkę wojenną. Pora się włączyć.

Na razie proszę o rozpropagowanie tego wpisu na wszelkich poważniejszych forach internetowych.
~Cesarz 2008-09-13 23:21
-

******************************

Ksiazka w ktorej zaprezentowano zupelnie inny niz oficjalny przebieg i kulisy wydarzen z 11 wrzesnia

http://www.ksiegarnia.ant....x=0&szukaj.y=0

Fragment książki "Operacja Dwie Wieże":

Samolot, który uderzył w Pentagon nie zniszczył nawet trawnika. Brak szczątków maszyny tłumaczono tym, że żar spopielił Boeinga 757. Zachodzi jednak pytanie, jak w takim razie zidentyfikowano ofiary wypadku? Gdyby Boeing 757 spopielił się lub, jak twierdzono, wyparował, byłby to jedyny tego typu przypadek w historii lotnictwa.

Recenzja o ksiazce:
WIĄCKOWSKI STANISŁAW - profesor zwyczajny dr hab., inż.
Autor ok. 500 publikacji naukowych i popularnonaukowych. Za prowadzone prace był wielokrotnie nagradzany np. przez Wydział Rolnictwa USA lub Ministra Edukacji Narodowej. W 1989 roku został wybrany do Sejmu RP, gdzie przewodniczył Sejmowej Komisji Ochrony Środowiska Zasobów Naturalnych i Leśnictwa. Był delegatem polskiego Sejmu do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy w Strasburgu, twórcą i przewodniczącym pierwszego w dziejach polskiego parlamentaryzmu Ekologicznego Klubu Parlamentarnego oraz doradcą Ministra Ochrony Środowiska Zasobów Naturalnych i Leśnictwa.

"Operacja Dwie Wieże", książka Sławomira Kozaka, która ukazała się w 2007 roku, zasługuje na zainteresowanie szerokiego kręgu czytelników. Tragedia jaka zdarzyła się 11 września 2001 roku wymaga szczegółowych wyjaśnień. Zniszczono rozmyślnie dwie bliźniacze wieże, 4 samoloty i 4817 istnień ludzkich z 80 krajów a w tym w Pentagonie 189 i 44 w Shanksville. Żyjemy w czasach kiedy media są w zdecydowanej większości w rękach prywatnych i mogą łatwo manipulować opinia społeczną. Stąd łatwo można ukryć prawdę choćby tak makabryczną. Autor - kontroler ruchu lotniczego należy do osób bardzo wrażliwych, nie uznających tzw. poprawności politycznej. Jest on przekonany, że 11 września w USD działały dwie siły. Jedna ta właściwa - system tysięcy pracowników wykonujących ciężkie i odpowiedzialne zadania i drugi ten zbrodniczy ukryty za plecami tych pierwszych działający wbrew podstawowym zasadom ruchu lotniczego. Jest bardzo zle kiedy przeciw własnych obywatelom obraca się cały aparat który ma ich chronić i wspierać. Książka Dwie Wieże wykazuje wiele faktów podważających oficjalne wersje. Nie ma w niej gotowych odpowiedzi ani tez wskazania winnych. Pozwala ona jednak aby każdy z nas wyrobił sobie własne zdanie po poznaniu faktów. Podobnie jak autor uważam, że prawda prędzej czy później wyjdzie na wierzch, a sprawiedliwość zatriumfuje. Jest to tylko kwestia czasu."

Zapraszamy do odwiedzenia naszej ksiegarni
http://www.triger.com.pl/nl_usun.php?NL=32494af116

******************************

A u Arturka smutne refleksje:

Każda gazeta na swój sposób skupia się na "1612" wchodzącym jutro na ekrany kin. Nasz Dziennik nawet robi z tego temat główny i bez mała żąda wycofania rosyjskiego filmu z kin. To oczywiście byłaby przesada i film wielkiego i wielkoruskiego Nikity Michałkowa ze znaczącą rolą Michała Żebrowskiego należy obejrzeć. Jednak problem jest gdzie indziej... Jak to się stało i dzieje, że po kilkunastu latach wolnego państwa w dniu wiktorii wiedeńskiej na ekrany kin zamiast filmu o heroicznym Sobieskim i antemurale Christianitatis wchodzi rosyjska produkcja historyczna dotowana przez tamto państwo? Odpowiedź jest jasna: przez wiekszość czasu rządzili polską kultura ludzie pokroju obecnego ministra Zdrojewskiego, który mówił ongiś, że nie możemy byc krajem cmentarzy i muzeów. Za same te słowa powinien być Trybunał Stanu!

W Europie wcale nie bywa lepiej. Dziennik ilustrucje wystawę króla kiczu i męża Cioccioliny w salach paryskiego Wersalu. Są tam dmuchane psy koloru różwego etc. Ktoś tam się burzy na to, ale niepotrzebnie. Taka wystawa to metafora współczesnej Francji. Wielkie dziedzictwo i nadmuchiwane psy z plastiku. Ludwik XVI i mąż Carli Bruni.

Nasz Dziennik przytacza dane z Hiszpanii. Na 23 tys. małżeństw z roku 2007 dotychczas rozpadło się 19 tys. Co 27 minut orzeka się kolejny rozwód. Liberałowie nie widzą związku między sferą rodzinno-społeczną a publiczno-polityczną. Socjaliści widzą i dlatego są za promocją rozwodów. A społeczeństwa gniją i rozpadają się. Nie ma już prawie nic. Tylko wiatr hula.

Rzepa pyta profesorów Rzeplińskiego i Środę o przymusowe kastracje dla pedofilów (chociaż człowiek z Siemiatycz jest raczej kazirodcą). On jest za i godzi to z prawami człowieka (to spójne stanowisko), a ona przeciw i daje słuszną odprawę Tuskowi odmawiającemu człowieczeństwa przestępcom. Ale przy okazji pani Magda mówi rzecz ciekawą: "pedofilów, w medycznym sensie tego słowa, może nie jest zbyt wielu, ale osób molestujących własne dzieci sporo". Racja! Ale idźmy dalej i powiedzmy, że pederastów (homoseksualistów), w medycznym sensie tego słowa, nie jest zbyt wielu, ale osób uprawiających stosunki jednopłciowe sporo... To jest właśnie prawda o tym procederze - garstka osób z kłopotami tożsamościowymi warunkowanymi psychicznie oraz tłum podnieconych perwersów z własnego wyboru. Może przy okazji i ich udałoby się ustawowo wykastrować? To byłby pakiet liberalno-konserwatywny!

Wydarzeniem dnia jest wizyta innostrannego ministra Ławrowa poprzedzona artykułem w Gazecie Wyborczej. Tekst robi wrażenie, bo jest elegancki i twardy jak pięść w jedwabnej rękawiczce. Jego sensem jest rosyjska propozycja współpracy położona wobec Polski za cenę zmiany azymutu naszej polityki wschodniej. Dlaczego winniśmy iść inną drogą wyjaśnia w artykule w Naszym Dzienniku były marszałek Sejmu marek Jurek.

******************************

A u Sylwusia ciekawostka dla Polonii:
http://chruszcz.blog.onet...7072,index.html

List jedngo z czytelników w poczytnej chicagowskiej gazecie "Kurier Codzienny"
Autorami listu są państwo Maria i Władysław Bobrowscy: Mój mąż pracował w Polsce 30 lat i otrzymał 1100 zł emerytury. W USA pracował lat 15 i wypracował $ 275 emerytury plus medicare (prawo do finansowania opieki zdrowotnej). Ja wypracowałam w Polsce 560 zł emerytury, a w USA $ 37 plus medicare. Teraz mężowi Social Security Administration zabrała wszystko: i amerykańską emeryturę i medicare. Mnie zabrali te 37 dolarów, na szczęście zostawili medicare.
Procedura redukcji emerytur nie dotyczy tylko jednej, uprzywilejowanej grup pracowników władz państwowych. W praktyce - jak zwracają uwagę liczni przedstawiciele amerykańskiej Polonii - oznacza po prostu uprzywilejowanie funkcjonariuszy komunistycznego systemu, bo to oni przede wszystkim są obecnie czynnymi rządowymi emerytami w USA. Jest to tym większy paradoks, że właśnie słyszymy w Polsce deklaracje zarówno PO, jak i PiS o tym jak pozbawić świadczeń emerytalnych byłych esbeków.

Gratuluje Polsce!

logorea - słowotok, patologicznie nadmierna, często bezładna, gadatliwość.

W zwiazku z tym, ze zawsze w dyskusjach stosuje argumenty potwierdzajac je faktami tym razem zrobie to ponownie.

Tak sie zdaza, ze PO wymysli sobie jakis temat i wkolo niego bez przerwy walkuje swoje niby racje. Tak bylo w czasie kampani prezydenckiej przed II tura kiedy Tusk sprawe z Kurskim przy kazdej nadazajacej sie okazji wkolo walkowal jako jego przewodnia czesc kampani przeciwko L. Kaczynskiemu nie majac wiele innych argumentow dla potencjalnych wyborcow. Najlepiej to wyszlo podczas debat gdzie L. Kaczynski wyraznie zdystansowal go merytorycznie co przelozylo sie na wiadoma przegrana Tuska.

Teraz podobnym tematem przewodnim jest klamliwa bez przerwy na okragla powtarzana " koalicja " z LPR i z Samoobrona oraz nierealne odwolanie Leppera z funkcji wicemarszalka Sejmu co jest kolejna proba destrukcji i wojny w Sejmie o czym przeciez wczesniej rowniez pisalem.

A oto co ma sam Lepper do powiedzenia :

"Nie było porozumienia między PiS a Samoobroną"

Andrzej Lepper powiedział, że domaganie się przez liderów Platformy Obywatelskiej usunięcia go z prezydenium Sejmu to dowód na ich prostactwo. Lider Samoobrony odniósł się w ten sposób do wypowiedzi Donalda Tuska, który między innymi od tego uzależnił powrót do negocjacji z Prawem i Sprawiedliwością.

Andrzej Lepper, powiedział, że takie żądania są nieuzasadnione. Jego zdaniem wynika to z tego, że Donald Tusk i pozostali liderzy Platformy nie potrafią pogodzić się z porażką wyborczą.

Lider Samoobrony stwierdził, że jego obecność w prezydium Sejmu wynika z tego, iż jego partia jest trzecią siłą w polskim parlamencie. Zaprzeczył też, że doszło do porozumienia z PiS-em przy obsadzie stanowisk w Prezydium izby. Odnosząc się do osoby Marka Jurka, Lepper powiedział, że Samoobrona go poparła, ponieważ już wcześniej zapowiadała, iż zagłosuje za kandydaturą wysuniętą przez zwycięskie ugrupowanie.

wszystko jest tutaj:

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,80 ... omosc.html

Ponadto o ile sie nie myle ( nie moge znalezc ) to niby o spotkaniu pomiedzy PiS, a Samoobrona mial poinformowac Czarnecki z Samoobrony ( byly z ZCHN) co Dorn zdecydowanie zaprzecza podwazajac wiarygodnosc Czarneckiego. Jak bylo w rzeczywistosci na tym etapie ustalic sie nie da.

Odnosnie LPR to znowu ustawiczne klamstwo PO po to aby usprawiedliwic swoje rozruby bo LPR nie ma zamiaru popierac rzadu Marcinkiewicza.

I ponownie fakty aby bylo wiarygodnie:

Poseł LPR Wojciech Wierzejski uważa, że szanse na poparcie przez jego ugrupowanie rządu Kazimierza Marcinkiewicza są niewielkie.
reszta jest tutaj:

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,80 ... omosc.html

PSL rowniez zapowiedzial, ze rzadu Marcinkiewicza nie poprze o czym wczesniej w innym poscie tez pisalem.

Czy w rzeczywistosci przed samym glosowaniem nie bedzie kupczenia to ja tego nie moge zapewnic ale wiem tylko jedno, ze nie po to PiS wygral wybory, zeby dzisiaj zwinac zagle i zadowolic PO grajace na wczesniejsze wybory w co jak tez wczesniej pisalem nie wierze bo kto zaryzykuje strate uposazen poselskich. Same wczesniejsze wybory mogly by tylko byc dla PO dopelnieniem czary goryczy bo coraz czesciej wychodzi przewrotnosc PO i brak argumentacji pojscia w zaparte co by moglo sie przelozyc na kolejna porazce PO. Wracajac do kupczenia to kupczenia by nie bylo gdyby rozgoryczone PO dla wlasnej prywaty nie kupczylo Polska tylko przystapilo do koalicji z PiS-em zamiast prowadzic wojny podjazdowe.

Wniosek jest taki, ze PO ponownie stosuje niepotwierdzone klamstwa i pomowienia aby stworzyc do swoich gier lepsza otoczke i wytlumaczenie, ktore nie ma potwierdzenia w faktach.

Co by PO wyprawiala po wygranych wyborach trudno wyrokowac ale w lecie kiedy ostro prowadzila w sondazach zadzierala mocno nosa. No wiec im utarto.

A teraz baaaaaaaardzo dlugie ale warto sie zapoznac.

Przepraszam za dluuuuuuuuugosc ale zycze przyjemnej lektury.

Hamulcowi IV Rzeczypospolitej

IV Rzeczypospolitej nie chcą ci politycy Platformy Obywatelskiej, którzy znakomicie urządzili się w III RP. Koalicję storpedowała grupa Grzegorza Schetyny – wpływowego biznesmena i sekretarza generalnego PO, nazywanego przez kolegów Tomaszewskim bis.

– Wie pan, jaki to kraj, w którym rządzą premier z Krakowa i prezydent Tusk? Nie? Wirtualna Polska – żartuje jeden z polityków Platformy. Ale nie jest to dowcip popularny w PO. – Bo dwie porażki to razem jedna klęska – mówi ten sam polityk. A takiego scenariusza w tej partii nikt nie brał pod uwagę.

Tomaszewski bis

Młody polityk Platformy jest rozżalony. Miało być tak pięknie – wspólna koalicja z Prawem i Sprawiedliwością, IV Rzeczpospolita, oczyszczenie państwa z chorych układów i skończenie z polityczną „klasą próżniaczą”, o której mówił „człowiek z zasadami” – Donald Tusk. Do tego Jan Rokita zapowiadał, że do władzy Platforma wytypuje świetnych ekspertów i indywidualności.

Ale Rokita utracił wkrótce wpływ na to, co dzieje się w PO, a na jego miejsce wskoczył zupełnie inny polityk. – Dużo wódki, wulgarny język. Brak skrupułów. Załatwianie miejsc na listach i funkcji w partii w zamian za lojalność. Karne wojsko trzymane na krótkim sznurku – tak charakteryzuje metody Grzegorza Schetyny, sekretarza generalnego, polityk PO. – To Tomaszewski-bis – mówi przypominając postać awuesowskiego wicepremiera, zdaniem wielu, złego ducha tego ugrupowania.

Pucz Tuska, milczenie Rokity

Koalicji z PiS chciał – i to bardzo – Jan Rokita. A Schetyna był jej największym przeciwnikiem. Ale to mniej znany od Rokity sekretarz generalny jest o wiele silniejszy w Klubie Parlamentarnym PO. Politycy tej partii oceniają jego wpływy na 70-90 posłów. Rokity na zaledwie 10-30. – Ale trzeba pamiętać, że Schetyna ma takie wpływy z nadania Tuska. I póki co jest wobec niego lojalny – dodają nasi rozmówcy.

Jak doszło do tego, że sekretarz generalny PO wyrobił sobie tak silną pozycję? Świadkowie zgodzili się nam o tym opowiedzieć pod warunkiem zachowania anonimowości.

Informator I: Było tak: to Rokita przeforsował w PO, by o obsadzie list wyborczych Platformy decydował jednoosobowo Tusk, jako lider partii. Pomiędzy Tuskiem i Rokitą była jednak nieformalna umowa, że miejscami obdzielą swoich zwolenników po połowie. Ale wtedy Schetyna namówił Tuska, by złamał tę umowę. Przekonywał go, że jeśli tego nie zrobi, Rokita zdradzi go, kiedy już zostanie premierem. Po tym zdarzeniu Rokita przestał rozmawiać z Tuskiem. Gdy odbywał się ingres arcybiskupa Dziwisza, asystenci obu panów szczegółowo ustalali, kto pierwszy ma komu podać rękę.

Informator II: – Gdy chodzi o listy kandydatów, Rokita nie miał wpływu na nic. Tusk interesował się tylko trzema pierwszymi miejscami na każdej z list, choć i tu dużo do powiedzenia miał sekretarz generalny. O obsadzie miejsc poniżej trzeciego i kandydatach do senatu decydował już tylko Schetyna.

Gdy trwała kampania prezydencka, Tusk miał Rokicie za złe, że za bardzo angażuje się w negocjacje z Marcinkiewiczem. Gdy sztabowcy Tuska próbowali straszyć elektorat mówiąc, że Kaczyńscy chcą koalicji z Samoobroną i LPR, intensywne rozmowy Marcinkiewicz-Rokita były zaprzeczeniem tej tezy. Skutkiem konfliktu było też to, że PO nie ogłosiła programu, nad którym pracował zespół Rokity. Brak programu PO wykorzystał w kampanii PiS.

Konflikt pomiędzy oboma liderami trwa nadal. Podczas niedawnych obrad Sejmu Rokita kontaktował się z Marcinkiewiczem w sprawie kolejnego spotkania. – W pewnym momencie z ust Tuska wyrwał się bluzg. Co ty... wyprawiasz! Ja cię stąd... – relacjonuje polityk PiS.

Ludzie kapitalizmu politycznego

Na konflikcie Tusk-Rokita najbardziej skorzystał ten trzeci: Grzegorz Schetyna. 20 sierpnia 2005 r. Tusk komplementował go na łamach wrocławskiego dodatku „Gazety Wyborczej”. „Prawdziwym twórcą organizacyjnej siły PO jest Grzegorz Schetyna. I to jest człowiek nie do przecenienia” – mówił. „Jesteście przyjaciółmi?” – dopytywał się dziennikarz. „Tak. Od lat. I to niezależnie od tego, co o mnie napisano i co o nim napisano”.

Przy ustalaniu list wyborczych Rokita miał niewiele do powiedzenia nawet w Krakowie. Trzecie miejsce na liście zarezerwował wcześniej dla Liliany Sonik, dawnej działaczki antykomunistycznej opozycji. Sonik w ogóle nie znalazła się na liście. W Szczecinie liderem listy miał być Sławomir Nitras. Spadł na drugie miejsce. Współpracownik Rokity Michał Nowakowski miał być pierwszy we Włocławku, ostatecznie znalazł się na trzecim miejscu w Bydgoszczy. W Opolu wysokie miejsce miał mieć tamtejszy radny Janusz Kowalski. Ostatecznie Kowalski znalazł się na ostatnim miejscu na liście.

Na miejsce ludzi Rokity Schetyna wprowadził swoich. Polityk Platformy: – Schetyna tam gdzie mógł, dobierał ludzi na własny obraz i podobieństwo. Przeważnie są to ludzie przeciętni, ale za to posłuszni temu, któremu zawdzięczają mandat. Dominują wśród nich lokalni biznesmeni, samorządowcy i urzędnicy, którzy w kapitalizmie politycznym III RP czują się jak ryba w wodzie. Inny polityk PO: – Poza wszystkim to ludzie o lokalnej, a nie krajowej perspektywie. Wygląda to tak, że w przypadku odejścia Tuska, Rokity i Komorowskiego na państwowe stanowiska, w klubie nie byłoby nikogo wybitniejszego od Schetyny.

Schetyna: to prowokacja

Kim jest człowiek, który ma dziś tyle władzy w PO, by móc blokować powstanie IV Rzeczypospolitej?

Schetyna to były działacz Niezależnego Związku Studentów z lat 80. Później działał w Unii Wolności i Kongresie Liberalno-Demokratycznym. Z UW odszedł po wojnie, jaką stoczył z Władysławem Frasyniukiem, z którym walczył o władzę we wrocławskiej UW. Frasyniuk zarzucał ludziom Schetyny oszustwa: fikcyjne zapisywanie do partii „martwych dusz”, by powiększyć liczebność kół partii popierających jego konkurenta. W efekcie liczba członków tej partii we Wrocławiu wzrosła o... 2 tys. Schetyna mówił, że zarzuty są nieprawdziwe.

Hamulcowi IV Rzeczypospolitej

O sekretarzu generalnym PO mówią we Wrocławiu, że bez jego zgody nie można w tym mieście obsadzić żadnego stanowiska. – Schetyna był uczniem Piskorskiego i układ wrocławski stworzył na wzór warszawskiego – ocenia polityk PiS. „Newsweek” pisał, że sekretarz PO wykorzystuje polityczne układy i wpływy w koszykarskim klubie Śląsk Wrocław „do pomnażania prywatnych dochodów”. Kluczem w tym układzie miała być firma reklamowa kierowana przez żonę polityka. Przechodzą przez nią pieniądze przekazywane klubowi przez sponsorów i samorząd. Jednak część w niej zostaje w postaci prowizji. Schetyna twierdził, że to nieprawda i podał gazetę do sądu. Podkreślał, że takie zarzuty stawia mu anonimowy informator.

Człowiekiem Schetyny jest Rafał Jurkowlaniec, nowy dyrektor Programu I Polskiego Radia. Przyjacielem sekretarza generalnego PO, był też jego poprzednik, zatrzymany niedawno przez policję Andrzej D.

Nazwisko Schetyny przewija się w zeznaniach Andrzeja Czyżewskiego, świadka w sprawie mafii paliwowej. Jak zeznał przebywający w Niemczech były prokurator, Schetyna należał do bywalców wrocławskiej willi Jeremiasza Barańskiego, ps. Baranina. – Grupa wrocławska spotykała się w willi Barańskiego od 1996 r. Bywali tam ludzie związani wcześniej z delegaturą STASI, przede wszystkim z Cottbus i wydziału IX w Berlinie – mówi Czyżewski.

Według Czyżewskiego, obok gangsterów i ludzi służb w willi pojawiali się politycy. Czyżewski zeznał, że byli wśród nich m.in. minister obrony narodowej Jerzy Szmajdziński, szef UW Władysław Frasyniuk oraz posłowie PO Grzegorz Schetyna i Aleksander Grad. – W willi bywał też mający duński paszport Sven Hansen, który wcześniej nazywał się Przybylski i był związany z gangiem Oczki. Ma duński paszport. Zna się ze Schetyną, chyba są nawet na ty – mówi Czyżewski.

– To prowokacja – odpowiedział na zarzuty Czyżewskiego Schetyna i stwierdził, że były prokurator mija się z prawdą. Jak dotąd zarzuty Czyżewskiego nie zostały udowodnione. – Docierają do mnie informacje, że to układ wrocławski był autorem pomysłu, by PO dostała MSWiA i MON. W świetle informacji, które posiadam, muszę powiedzieć, że się nie dziwię – twierdzi tymczasem były prokurator.

Wojsko Schetyny

Sejmowym korytarzem idzie Mirosław Drzewiecki z PO, wielbiciel wody kolońskiej Hugo Boss. – Jak mi nie dacie ministerstwa sportu, to ja na was wszystkich mam haki – rzuca przy świadkach. Żartem czy serio? – zastanawiają sie posłowie. Drzewiecki to były działacz UW z Łodzi. W 1998 r. „Rzeczpospolita” ujawniła, że w hafciarni, której jest współwłaścicielem, podrabiano znaki firmowe Adidasa i Nike.

Drzewiecki twierdził, że nie wiedział o sprawie, a znaki podrabiała jedna z pracownic, która chciała sobie dorobić. To Drzewiecki jeździł razem ze Schetyną po kraju, zbierając pieniądze na kampanię Platformy i ustawiając partyjne listy. Teraz poczyna sobie niczym wódz. Gdy dostrzega, że Waldy Dzikowski, poseł PO z Poznania, rozmawia z Kazimierzem Marcinkiewiczem, doskakuje do niego i niemal siłą odciąga go od kandydata na premiera.

„Lekki wiatr niesie zapach wiosny rozśpiewanej skowronkami. Cień bocianów kreśli obraz nadziei na nowe narodzenie. Ogrody się budzą, by dać owoce ludziom i uśmiech dzieciom. Po podwórkach biegają źrebaki i szczeniaki…” – to nie fragment opowiadania z kobiecego magazynu, tylko felietonu Adama Szejnfelda, opublikowanego na łamach „Tygodnika Nowego”, pilskiej gazety wydawanego przez kontrowersyjnego senatora Henryka Stokłosę. Szejnfled to także jeden z przybocznych Schetyny. Były działacz UW wymieniany był wśród kandydatów PO na ministra skarbu i gospodarki.

Do najbliższych ludzi Schetyny nasi rozmówcy zaliczają też jego wrocławskiego współpracownika Jacka Protasiewicza, który był szefem kampanii Tuska oraz asystenta Schetyny Marcina Rosoła, pełnomocnika finansowego komitetu wyborczego PO.

Prezydent Gronkiewicz-Waltz

Nasi rozmówcy podkreślają jednak, że niskiej oceny parlamentarzystów ich partii nie należy uogólniać. – Rzecz w tym, że w klubie PO jest wielu porządnych ludzi i zwolenników zmian, tyle, że są niedoświadczeni i zdezorientowani tym, co się dzieje.

Niekoniecznie muszą na zawsze być zwolennikami Schetyny. Trzeba nimi potrzasnąć. To od ewentualnego ich przebudzenia i odwagi zależeć może dalszy rozwój wypadków. Zdaniem naszego rozmówcy, gdy po wyborze Marka Jurka na marszałka Sejmu PO zaczęła demonstrować, że jest monolitem i wszyscy w niej zgodnie nie chcą koalicji z PiS, jej politycy robili to z dwóch odmiennych pobudek: jedni dlatego, że naprawdę tak myśleli, drudzy dlatego, że zostali przekonani, iż w ten sposób wywojują więcej wpływów w przyszłym rządzie od partii Kaczyńskich. Z obawy, co powiedzą partyjne doły, w szczególności te, które już przymierzały się do stołków w województwach, odwołano niedzielną Radę Krajową partii.

Jak podkreśla nasz rozmówca, choć wszyscy ludzie Schetyny są na dziś ludźmi Tuska, nie wszyscy ludzie Tuska są ludźmi Schetyny. – Do ludzi bliższych Tuskowi niż Rokicie można zaliczyć z całkiem różnych powodów Pawła Śpiewaka, Hannę Gronkiewicz-Waltz czy Pawła Piskorskiego, a żadne z nich człowiekiem Schetyny nie jest – wylicza.

Hannę Gronkiewicz-Waltz do PO ściągnął podczas wyjazdu do Wielkiej Brytanii Rokita. Jednak po powrocie Gronkiewicz bardzo szybko zauważyła, że Rokita jest słabszy i zbliżyła się do Tuska. Z Gronkiewicz związane są posłanki z Warszawy – znana z walki z korupcją Julia Pitera i Joanna Fabisiak. – Hanna Gronkiewicz-Waltz ma tylko jedną idee fix – chce zostać prezydentem Rzeczypospolitej – mówi nasz informator. Pierwszym do tego krokiem ma być wygrana w przyszłorocznych wyborach na prezydenta Warszawy. Przypomnijmy, że Gronkiewicz-Waltz już raz kandydowała na prezydenta w 1995 r. Zabłysnęła jako sondażowy meteor w rodzaju Zbigniewa Religi w 2005 r. Skończyło się kompromitującą porażką, po której o kandydatce zapomniano.

Publicysta Paweł Śpiewak wymyślił hasło IV Rzeczypospolitej. Wcześniej jednak działał razem z Tuskiem w KL-D. Dziś jako polityk pytany o koalicję z PiS z subtelnego intelektualisty przeistacza się niemal w politycznego bulteriera i zarzuca nas ostrą krytyką Kaczyńskich.

Paweł Piskorski jako prezydent Warszawy zasłynął jako patron patologicznego „układu warszawskiego”. Kiedy sprawa zaczęła poważnie szkodzić PO, Piskorskiego wysłano do Parlamentu Europejskiego. Jako europarlamentarzysta Piskorski miał zniknąć z oczu wyborców, zaś wyczyszczenie „układu warszawskiego” powierzono Bronisławowi Komorowskiemu. Ten jednak zamiast „wyczyścić” Warszawę, z piskorczykami się zaprzyjaźnił. O to, by nie mieli oni żadnych znaczących pozycji na liście kandydatów PO w Warszawie zadbała dopiero – za zgodą Tuska i Schetyny – Hanna Gronkiewicz-Waltz. Mimo to zachowali oni nadal spore wpływy, bo do parlamentu weszli z trzech innych mazowieckich okręgów. Nadal też są najsilniejsi w warszawskiej PO, gdzie utrzymali władzę w większości kół. Koła te bardzo mało aktywnie angażowały się w kampanię PO.

Rokita zmienia front

Decyzja PO, by nie wchodzić do koalicji z PiS, podjęta została o wiele wcześniej niż twierdzą politycy Platformy.

Już dwa dni przed wyborem Marka Jurka na marszałka Sejmu, gdy także usta polityków PO pełne były zapewnień o chęci stworzenia koalicji, nasz informator bliski grupie Tuska tłumaczył nam: – Większość PO nie chce koalicji. Wszyscy wiemy, jaki jest Kaczor. Kiedy powstanie rząd, będzie szantażował PO możliwością przeforsowania tego, na co Platforma się nie zgodzi z pomocą innych partii. W takiej sytuacji nie ma sensu wchodzić do rządu.

W ubiegły poniedziałek niespodziewanie postawę zmienił także Rokita. O godz. 12 Marcinkiewicz i Rokita rozstali się w świetnych humorach, przekonani, że 90% spraw jest dogadanych i tworzą rząd. A o godz. 22 w programie " Prosto w oczy " Rokita zaatakował Marcinkiewicza. Co stało się w tym czasie i jakimi argumentami przekonano Rokitę, by podjął samobójczą dla siebie decyzję, niewiadomo.

Zdaniem jednego z polityków PiS, z planów Rokity nie do końca zadowoleni byli tzw. pułkownicy, czyli grupa polityków związanych z Konstantym Miodowiczem. – Pułkownicy to ludzie lojalni wobec Rokity, ale jednocześnie przeciwni jego zbliżeniu z PiS – charateryzuje.

Wielki immunitet

Według naszych informatorow, koalicja miała tym mniejsze szanse, że w potencjalnym rządzie byłoby niewielu ludzi Schetyny. Kandydatami na najważniejszych ministrów byliby Rokita, czy bliski mu Saryusz-Wolski.

O kandydaturze Saryusza-Wolskiego miał sceptycznie wypowiadać się podczas negocjacji Tusk. Marcinkiewicz: Przecież Saryusz-Wolski chciał być szefem MSZ. Tusk: To ja decyduję, co on chce – takie słowa miały paść podczas negocjacji.

Według naszych informatorów, to właśnie Schetyna stał za pomysłem, by zażądać od PiS Ministerstwa Sprawiedliwości i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Plan ten politycy PiS ochrzcili nazwą „Wielkiego Immunitetu”. Według negocjatorów PiS, propozycja ta stawiana była przez polityków Platformy w sposób wiele mówiący. – Wspominali o tym, że chodzi o ich bezpieczeństwo. Na pytanie o to, dlaczego upierają się przy tej propozycji, Jarosław Kaczyński usłyszał od Tuska „Ty wiesz, dlaczego” – mówi polityk PiS. Piotr Lisiewicz

Oto i orginal gdyby sie komus chcialo: Gazeta Polska

http://wiadomosci.wp.pl/kat,9932,wid,80 ... Bpage%5D=1

Dziurowisz sypie...a jakie wy macie zdanie na ten temat

Cel jest jeden - za wszelką cenę utrzymać się w lidze. To zmusza do kupowania meczów, do bycia świnią i podkładania świń innym, oszukiwania, a nawet zdradzania przyjaciół - mówi "Gazecie" prezes GKS Katowice Piotr Dziurowicz, dzięki któremu aresztowano za korupcję dwóch pierwszoligowych sędziów.

Dziurowicz jest pierwszym w polskiej piłce działaczem, który przełamał zmowę milczenia na temat korupcji. To on od kilku miesięcy współpracuje z policją i prokuraturą. To on uczestniczył w prowokacji, dzięki której aresztowano sędziego Antoniego F., a później zatrzymano Krzysztofa Z., Mariana D. i kilku innych. Wczoraj, w pierwszej części wywiadu, Dziurowicz opowiadał "Gazecie", jak kupował dla GKS-u mecze w drugiej i pierwszej lidze, jak handlują punktami sędziowie, piłkarze i trenerzy, i jak doprowadził do aresztowania sędziego F.

Artur Brzozowski, Paweł Czado, Andrzej Olejniczak: Miał Pan 24 lata, gdy w 2001 roku został prezesem klubu...

Piotr Dziurowicz: - Miałem kontynuować tradycje, interes rodzinny.

Wtedy futbol był czysty?

- Nie. Szybko się o tym przekonałem.

Wcześniej Pan nie wiedział?

- Nie wiedziałem. Gdy już się dowiedziałem, miałem dwa wyjścia - albo zacznę robić to samo, albo wypadniemy z obiegu.

W obiegu jest się dla ambicji, splendoru, pieniędzy?

- Za wszelką cenę trzeba się utrzymać, aby w tym funkcjonować. To zmusza do robienia przeróżnych rzeczy.

Co to znaczy do przeróżnych rzeczy?

- Do kupowania meczów, do bycia świnią i podkładania świń innym, oszukiwania, a nawet zdradzania przyjaciół. A cel jest jeden - za wszelką cenę utrzymać się w lidze. I robi się wszystko, aby to osiągnąć. Wszystkie manipulacje są możliwe.

Po co to wszystko?

- Jedyna rzecz, która ludzi futbolu napędza, to pieniądze. Tak robi 95 proc. Pozostali funkcjonują w tym dla ambicji, zaimponowania, że jest się lepszym niż inni. Na zasadzie: To nie wy mnie, ale ja was przekręciłem.

Piłkarski biznes za wszelką cenę? To takie fascynujące, gdy ktoś strzela bramki?

- Nie. Chce się odzyskać pieniądze, które wcześniej się zainwestowało. Te pieniądze włożył do klubu mój ojciec i ciężko było mi z nich zrezygnować. Ale na początku futbol to była też pasja, moja miłość. Jeden chce być strażakiem, a ja chciałem prowadzić klub piłkarski. Odziedziczyłem go po ojcu, który mi imponował. Przecież w pewnym momencie był pierwszą osobą w polskiej piłce, a przede wszystkim zbudował potęgę Katowic. Jednak futbol nie był pomysłem na całe życie. Nie jestem typem człowieka jak jeden z bohaterów filmu "Poszukiwany, poszukiwana", o którym żona mówi: "Mój mąż z zawodu jest dyrektorem". Ja nie muszę być prezesem.

Wierzył Pan, że odzyskanie pieniędzy jest możliwe?

- Myślałem, że kiedyś ktoś zaproponuje mi odkupienie akcji klubu.

Ale gdy Katowice zajęły trzecie miejsce w lidze, nikt się nie zgłosił...

- Wtedy zrozumiałem, że jak się jest u góry, to nikt do klubu nie przyjdzie, a jak się jest na dnie, to podadzą brzytwę, aby się pan pociął i wezmą wszystko za darmo.

Awans do ekstraklasy trzeba kupić?

- Wchodząc do ligi, praktycznie każdy mecz trzeba wygrywać. Jedną kolejkę układa się na trzy, cztery sposoby. Trzeba obstawić sędziego i załatwić piłkarzy rywala, wykartkować zawodników z przeciwnej drużyny, z którą będzie się grało za tydzień. Kombinacji jest tyle, ile możliwych układów.

Do tego trzeba sztabu ludzi...

- Zasiada taki sztab do stołu i kalkuluje. Robi się tabelki, patrzy z, kim grają najwięksi rywale, który mecz trzeba obstawić, a jaki można odpuścić. Analizuje się obsadę sędziowską - którego arbitra weźmiemy na swój mecz, a którego wyślemy, żeby skręcił naszego rywala. Próbuje się podchodzić pod konkretnych zawodników.

To, że Zagłębie Lubin i Pogoń Szczecin przy wchodzeniu do I ligi kupowały mecze, nie ulega dla mnie wątpliwości. Pięć lat temu, gdy Katowice, Śląsk, Łęczna i Bełchatów walczyły o awans, wszyscy robiliśmy to samo. I tak jest co roku. Awanse po prostu się robi, a nie awansuje. Wcześniej mistrzostwa Polski też się robiło. Tylko teraz Wisła jest taka mocna, że mistrzostwo może sobie wygrać normalnie.

Rozprowadzającym w I lidze był aresztowany dzięki Panu sędzia F. Czy tylko on?

- Są dwie, trzy grupy. Każdy, kto o coś walczy, trzyma z jakąś grupą. Poza tym dochodzą pewne rzeczy narzucane z góry. Wiadomo, że nie można zrobić krzywdy Polonii Warszawa, w której wychował się prezes Listkiewicz czy Groclinowi, który - jak się mówi - rok, czy dwa lata temu wspófinansował wyjazd reprezentacji na Cypr. Sędzia Z. zrobił numer w Lubinie, gdzie skrzywdził Groclin, a Cwalina źle gwizdał Polonii w meczu z Wisłą Płock. Nie przypominam sobie innych przypadków, że gdy kluby protestowały, zawieszono sędziów. A Z. i Cwalinę zawieszono.

Są drużyny, które specjalnie biorą sędziów na sparingi zimowe, płacą im po tysiąc złotych, stawiają wódkę, pojawiają się prostytutki. Przy wódce się mówi: "Stary, jakby wam coś było potrzeba, to wiecie co robić". I sprawa załatwiona. Przecież jedna z drużyn z Mazowsza jeździła do Wisły i tam specjalnie brała sobie sędziów, płacąc im po tysiąc złotych delegacji za sparingowy mecz, w którym nic się nie dzieje. Dla arbitrów to duże pieniądze. Tak Szczakowianka robiła, zresztą wszyscy to robili...

Gdy Zagłębie Lubin w II lidze grało mecz w Jaworznie, nocowało w ośrodku w Wiśle, którego dyrektorem był nieżyjący już Jerzy Borski...

- Moim zdaniem, syn Borskiego dostał u właściciela Zagłębia posadę, aby ułatwić klubowi kontakty z sędziami w II lidze [Marcin Borski nie pracuje już w KGHM, ale do dziś jest sędzią - red.]. Prezesem KGHM był wtedy Stanisław Speczik, znajomy Listkiewicza, a za czasów ojca członek jednej z najważniejszych komisji UEFA, komisji finansowej, dziś jest wiceministrem skarbu.

Tajemnicą poliszynela jest fakt, że prezes Listkiewicz w ośrodku pana Borskiego miał pokój na wyłączność. Wiem o tym, bo w Wiśle mój ojciec miał domek i często spotykaliśmy Listkiewicza na spacerze.

To Listkiewicz rządzi polską piłką?

- Nie da się rządzić, jeśli 200 z 365 dni w roku spędza się w zagranicznych rozjazdach - UEFA i FIFA. Nie da się rządzić, jeśli zastępca Listkiewicza, czyli pan Kolator jest poważnym urzędnikiem - zastępcą głównego geologa kraju i do związku przychodzi o 16.30 i siedzi tam do ósmej wieczorem. Od rana jest w PZPN sekretarz generalny pan Kręcina, ale to zwykły figurant. Siedzi, bo musi siedzieć. Podpisuje wszystkie dokumenty, które mu dadzą, bo za wszelką cenę chcę utrzymać stołek.

To idealne dla koterii i układów, których w PZPN-ie są dziesiątki. Każdy ciągnie w swoją stronę i rozszarpuje.

Dziś już nie ma miejsca na improwizację, na społecznych działaczy, którzy często nie wiedzą, co mówią. Gdybyście panowie przyszli na posiedzenie jednego, czy drugiego wydziału PZPN i posłuchali, co oni mówią. To jest kabaret.

Ile razy Wydział Dyscypliny karał mój klub, a gdy byłem już na dworcu w drodze do Katowic, dzwoniono do mnie ze związku, że wyrok był niezgodny z przepisami i zaraz go zmienią, tylko żebym nic nie mówił o tym prasie. Regulaminy PZPN mają tyle luk, tyle możliwości interpretacji. Jak to możliwe, żeby piłkarz Kujawiaka mógł odbyć karę za żółte kartki w dokończonym meczu, a gracze innych drużyn już nie. Dwie sprzeczne decyzje w podobnych przypadkach? Nikt nad tym nie panuje.

Może w tej amatorszczyźnie jest metoda?

- Listkiewicz utrzymuje się przy władzy, rozdając stanowiska i robi wszystko, by ludziom, którzy od lat żyją dzięki układom, nie stała się krzywda. To znaczy nie robi nic. Prezes ma na tyle dużo perofitów z tego stanowiska, żyje praktycznie na koszt związku, więc nic dziwnego, że nie chce wziąć tego śmierdzącego jajka do ręki i męczyć się reformowaniem. Jeżeli na czele związku jest były sędzia i nie potrafi zrobić porządku w swoim środowisku, to czy jest w stanie zrobić cokolwiek?

Listkiewicz i Kolator są zakładnikami własnej polityki?

- To ofiary systemu, który sami zorganizowali. Ale to oni ponoszą wszelką odpowiedzialność za stan polskiej piłki i afery, jakie nią wstrząsają. Większość spraw finansowych, prawnych prezes Listkiewicz zrzucił na Kolatora, który ze względu na ilość spraw po prostu sobie z tym wszystkim nie radzi. A jak pojawiają się jakieś problemy, to Listkiewicz wyjeżdża i chowa głowę w piasek.

Czy Listkiewicz powinien podać się do dymisji?

- Nie chcę odpowiadać na tak postawione pytanie, gdyż zarzucą mi że się mszczę za ojca, albo że mam jakieś ambicje na tę posadę. Ale to prezes Listkiewicz ponosi największą winę za całkowity brak nadzoru nad tym, co dzieje się w polskiej piłce. On musi być tu na miejscu, podejmować decyzje i pilnować tego wszystkiego.

Ale w ostatnich wyborach na szefa PZPN głosował Pan na Michała Listkiewicza?

- Tak, głosowałem.

Wśród prawie 200 delegatów znalazły się trzy osoby, które zagłosowały przeciwko Listkiewiczowi...

- To byli ludzie, którym już nie zależało. Gdyby głosowanie było tajne - co powinno być normą - to Listkiewicz wygrałby, ale nie taką ilością głosów. Ludzie się bali. Powiem szczerze, głosowałem na niego, bo też się bałem. A poza tym był jedynym kandydatem.

Ale bardziej dlatego, że się Pan bał?

- Bardziej się bałem. Na głos sprzeciwu mogą sobie pozwolić tylko silni, a ja w tym momencie byłem na dole, miałem kolanem przyciśnięte gardło.

Tzn. w grudniu jeszcze Pan wierzył, że GKS utrzyma się w lidze?

- Właściwie już jesienią zdałem sobie sprawę, że wszystkie sprawy w lidze są poukładane i musimy spaść. Wyraźnym sygnałem był dla mnie list z listopada, w którym prezes Listkiewicz poinformował mnie, że nie uprawni moich zawodników do gry w rundzie rewanżowej.

Ktoś może uznać za normalne, że prezes związku pisze do klubu mającego problemy finansowe. Ale Listkiewicz takimi szczegółami się nie zajmował, bo sprawy długów i problemów finansowych zawsze należały do kompetencji wiceprezesa Kolatora. A po drugie w tym piśmie Listkiewicz powoływał się na przykład Piotra Lecha, któremu Piłkarski Sąd Polubowny orzekł 325 tysięcy należności od GKS-u. Tylko że klub zgodnie z zawartą z piłkarzem ugodą w terminach wywiązał się z wszystkich rat z wyjątkiem jednej, którą stanowiły tylko i wyłącznie odsetki. A jest niepisana zasada, że jeśli klub spłacił kwotę główną, za odsetki nie wyciąga się konsekwencji dyscyplinarnych.

Uważam, że tak naprawdę Listkiewicz nawet nie wiedział czy treść pisma jest zgodna z ogólnie stosowanymi zasadami. I nie uprawniono nam nowych zawodników. Dopiero na samym końcu zarejestrowano kilku graczy poniżej 21 lat, ale tylko dlatego, że w ogóle mogliśmy nie przystąpić do rozgrywek, bo tak wielu piłkarzy od nas odeszło.

Klubów, które mają długi, jest wiele...

- Lech, Polonia Warszawa, Widzew, Ruch Chorzów... Uważam, że dopuszczając te kluby do gry, ewidentnie złamano procedurę licencyjną. Widzew dostał licencję, choć nie wiadomo, czy ma zobowiązania finansowe po poprzedniej spółce, czy po cichu je spłaca. Wiem, że są trenerzy i zawodnicy, którzy nadal czekają na pieniądze od Widzewa. Jest Wisła Płock, której Widzew nie zapłacił za paru piłkarzy.

Jak to możliwe, że komisja licencyjna wydaje komunikat, że Lech Poznań nie przedstawił sprawozdania finansowego za 2003 rok, ale daje mu licencję na 2004. Człowiek z PZPN, który mówi takie rzeczy, kompromituje się. Ale delegatem na zjazd PZPN z mandatu Lecha był szef Naczelnej Komisji Odwoławczej Eugeniusz Stanek, który nie ma nic wspólnego z tym klubem, a co ciekawe, wcześniej miał być kandydatem Ruchu Chorzów...

Dopóki nie przeszkadzało to związkowi, przymykano oczy również w moim wypadku. Ale w pewnym momencie zapadła decyzja, że dość kłopotów z GKS-em. Nie można było nam wprost odebrać licencji, gdyż podobnie PZPN musiałby postąpić z Lechem, ale moim zdaniem było odgórne przyzwolenie, aby takimi, czy innymi sposobami doprowadzić nas do degradacji. Chciano pozbyć się problemu GKS-u Katowice, a co za tym idzie problemów z urzędami skarbowymi, które oknami i drzwiami waliły do PZPN-u, komorników, piłkarzy, którym byliśmy winni pieniądze. Dodatkowo doszli jeszcze sędziowie.

Co to znaczy "doszli sędziowie"? Gwizdali przeciwko Katowicom?

- Jestem przekonany, że tak było. Jesienią sędzia Z. nie był obiektywny w naszym meczu z Lechem, później sędzia Słupik sprzyjał Polonii w naszym meczu w Warszawie. Wiosną szybko nas wyleczono z marzeń o utrzymaniu. W Katowicach Polonia Warszawa wygrała dzięki sędziemu Gawronowi, a w Łęcznej załatwił nas Tomasz Cwalina.

Sędziami zajmował się w ostatnim sezonie Janusz Hańderek, który cieszył się bezgranicznym zaufaniem Listkiewicza...

- Po czterech wiosennych kolejkach wychodzimy na mecz z Lechem z 15-minutowym opóźnieniem, by zaprotestować przeciwko krzywdzeniu nas przez sędziów, a Hańderek wypowiada się oficjalnie: „Mogą sobie protestować”. To nic innego jak przyzwolenie, zielone światło dla sędziów, aby robić to dalej. Przecież Hańderek obejmując posadę szefa Kolegium Sędziów mówił, że wiedział o korupcji wśród arbitrów, ale odcinał wszystko grubą kreską i podkreślał, że już tego nie robimy. Jeżeli wiedział o przestępstwie, to miał obowiązek powiadomić prokuraturę. W jego przypadku, a także prezesa Listkiewicza nie ma znaczenia, że nie mają dowodów. Od dowodów jest policja, a oni mają obowiązek złożenia zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa.

Jeśli w polskim futbolu teraz nie uda się nic zrobić, to nie uda się już nigdy?

- Tak jest.

A wierzy Pan, że się uda?

- Na krótki okres coś się uda poprawić, ale jeżeli nie będzie pełnej profesjonalizacji w piłce, choroba wróci bez względu na to, czy prezesem będzie pan Listkiewicz, czy pan Dziurowicz. Profesjonalizacja to przede wszystkim zawodowi sędziowie. Umówmy się co do jednego - jeżeli od jednego gwizdnięcia sędziego ma zależeć, czy jedna drużyna wygra premie 50, czy 100 tysięcy, czy awansuje lub utrzyma się w lidze i wtedy w grę wchodzą miliony złotych, jeżeli o tym ma się decydować za cztery tysiące złotych, to nie ma człowieka, który by się nie skusił na łapówkę. Sędziom trzeba płacić więcej. Sędziowanie to ma być ich zawód. Niech będzie ich mniej i niech stale sędziują ci, którzy prowadzą mecze najlepiej, a nie wszyscy po równo.

Druga sprawa: trzeba zlikwidować obserwatorów. To paranoja, że ktoś decyduje o losie sędziego i sędzia nie może się od oceny odwołać, bo nie ma takiego prawa. Niech powstanie jakaś komisja, która po kolejce obejrzy wszystkie mecze, niech będą w niej trenerzy, piłkarze, sędziowie, z każdego środowiska kilku. Niech oni ocenią sędziego.

Szansą dla piłki może być oddanie przez PZPN rozgrywek ligowych Ekstraklasie SA. Jednak na jej czele musi stanąć człowiek, który nie jest związany z żadnym klubem, niebędący w żadnych układach. Poza tym większość wydziałów PZPN powinni przejąć profesjonaliści, a nie leśne dziadki, które tam zasiadają. To muszą być ludzie znający się na prawie cywilnym, marketingu i finansach.

Kolejny problem to sprzeczne z obowiązującym prawem polskim regulaminy PZPN, co także sprzyja sprzedawaniu meczów. Czy jakaś grupa zawodowa w Polsce korzysta z takiej ochrony jak piłkarze? Moim zdaniem nie. Nie można zawrzeć kontraktu krótszego niż na rok. Nie można zawrzeć w nim klauzuli - tak jak w umowie pracy na czas określony, że można ją przed czasem rozwiązać. Nie można kontraktu rozwiązać jednostronnie, czyli jeżeli prezes podpisuje kontrakt, to jest zobowiązany do wypłacenia całej sumy piłkarzowi i nie ma od tego odwołania. Pracodawca może tylko z dwóch powodów nie zapłacić, po pierwsze gdy Wydział Gier uzna, że piłkarz nie przychodzi na treningi, albo przyszedł pijany. Jeżeli piłkarz ma takie gwarancje, to spokojnie może sprzedać jeden, drugi, czy trzeci mecz, a i tak od prezesa musi dostać pieniądze.

Ciągłe przekupowanie sędziów, działaczy, czy piłkarzy to droga donikąd. Za pieniądze wydane na przekręty można przecież wybudować kilkanaście boisk treningowych, dobrze opłacić trenerów, zamontować podgrzewaną płytę

- Ale dzięki tym przekrętom wiele klubów nadal egzystuje. Bez kupowania meczów i utrzymania się w lidze nie byłoby kolejnych pieniędzy, tych uzyskanych z tytułu sprzedaży praw telewizyjnych, czy od sponsorów. W Polsce, ale chyba i na całym świecie nie da się zminimalizować futbolowej korupcji do zera, choć na pewno można ją zminimalizować do kilku procent. Niestety, dziś w polskiej piłce jest tylko kilka procent uczciwości.

Myśli Pan, że piłkarskie środowisko rozumie Pana postępowanie?

- Linia podziału będzie przebiegała bezpośrednio pomiędzy tymi, którzy uczestniczyli w korupcji, z układów czerpali zyski i było im to na rękę a tym,i którzy tym się brzydzili.

Jakie będą proporcje?

- 90 do 10 na niekorzyść.

Czyli okrzykną Pana konfidentem?

- Spodziewam się tego.

Nikt nie poda Panu ręki? Nawet z uchodzących za najbardziej profesjonalne klubów?

- Nie wiem, nie wiem. W historii wielu klubów są wydarzenia, które stoją pod dużym znakiem zapytania. Na przykład Groclin. Jak to się stało, że parę lat temu klub, który po pierwszej rundzie miał pięć punktów, utrzymał się w lidze? Wiem na przykład, że sprawa mojego meczu z Grodziskiem, który zremisowaliśmy 1:1, nie była do końca czysta [jedyny ligowy mecz GKS z Groclinem zakończony wynikiem 1:1 był w maju 2001 - red.]...

A teraz prasa informuje, że podobno prezes Drzymała dał prezesowi Listkiewiczowi listę sędziów, których można skorumpować. Prawdopodobnie wie to z praktyki.

Tak naprawdę może nie być nikogo, kto zrozumie moje postępowanie i poda mi rękę. Był to też jeden z powodów, dla którego zdecydowałem się to zrobić. Nie wiem, jak było 10, 15 lat temu, ale w tej chwili korupcja przybrała niewyobrażalną skalę.

Jak by tego było mało, niektórzy ludzie z czołowych klubów robią z wielką perfidią rzeczy, które nie dotyczą kupowania i sprzedawania meczów.

Na przykład...?

- To jest odpowiedź na całkiem inny artykuł...

Prokurator Kazimierz Olejnik proponował w "Gazecie", żeby ci, którzy zamieszani są w korupcję, przyszli sami i przyznali się, a wtedy kara częściowo zostanie im darowana. Wierzy Pan, że przyjdą?

- Nie. Ci wszyscy ludzie są za mocno powiązani, zmuszeni do życia z tym wszystkim. Oni tego układu nie zmienią, bo wolą dostać te 500, czy 400 złotych miesięcznie za wyjazdy na mecze.

Środowisko jest hermetyczne. Gdy były małe przecieki o korupcji, ludzie piłki twierdzili, że to wymysły i straszyli sądami za bezpodstawne oskarżenia. Gdy zatrzymano pierwszych sędziów, miały to być czarne owce. Gdyby nie ludzie, którzy chcą mówić, gdyby nie techniki operacyjne policji, prowokacja oraz ewentualnie zeznania sędziów F., Z., Ż., R. i innych, nie będzie żadnych nowych informacji o korupcji.

Zastanawia się Pan, co środowisko wymyśli, żeby osłabić Pana oskarżenia?

- Na pewno będą mówić o długach GKS-u, będą podkreślali, że próbuję się wybielić, ale tak samo jestem umoczony. Pewnie powiedzą, że to zemsta za ojca, zemsta na środowisku, że GKS się nie utrzymał w lidze. Ale nie zrobiłem tego z tych powodów. Uczyniłem tak, gdyż korupcja i układy przekroczyły już granice zdrowego rozsądku, to nie ma już nic wspólnego ze sportem. Mam przekonanie, że nigdy nie zrobi tego osoba, która nie ma takiego komfortu jak ja, który mogę z tego odejść, zatrzasnąć drzwi i powiedzieć: Mam was gdzieś.